Licznik Geigera
35. rocznica katastrofy w Czarnobylu

„Nie mogliśmy stawiać chorym diagnozy: choroba popromienna”

Od lewej: Wiktor Gonczarow, Serhij Alimow. Fot. National Museum Chornobyl
Od lewej: Wiktor Gonczarow, Serhij Alimow. Fot. National Museum Chornobyl

W maju 1986 r. w rejonie poleskim stacjonował oddział medyczny lekarzy z Mariupola. Oto wspomnienia lekarzy pogotowia Serhija Alimowa i Wiktora Gonczarowa, które zostały spisane przez pracowników Muzeum Narodowego „Czarnobyl” w Kijowie.

Materiał powstał we współpracy z Muzeum Narodowym „Czarnobyl” w Kijowie.

Serhij Alimow

Wiersz w języku rosyjskim:

Чистые воздух, вода и трава.
«Можете ехать – в автобусе чисто!», –
Это привычные, в общем, слова, –
Фраза сурового дозиметриста.

Вот он устало присел покурить –
Много, наверно, сегодня работы.
Дорого нам достаётся платить
За превосходство своё над природой.

Что ж, не впервой закатать рукава.
Нужно работать, забыв про усталость.
Нужно работать, чтоб вечно остались
Чистыми воздух, вода и трава!

Tłumaczenie na język polski:

Czyste powietrze, woda i trawa.
“Możesz jechać – w autobusie czysto!” –
To zwykłe, ogólnie, słowa
Fraza surowego dozymetrysty.

Więc on usiadł zmęczony, aby zapalić –
Dużo, na pewno, dziś pracy.
Słono musimy płacić
Za swoją wyższość nad przyrodą.

Cóż, nie pierwszy raz podwijamy rękawy.
Trzeba pracować, zapominając o zmęczeniu.
Trzeba pracować, aby zostawić na zawsze
Czyste powietrze, wodę i trawę!

Ten krótki wiersz napisał Serhij Oleksandrowicz Alimow (ukr. Сергій Олександрович Алимов) – poeta z ukraińskiego Mariupola, który w 1986 r. służył w Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia jako lekarz pogotowia ratunkowego.

– O awarii w elektrowni jądrowej, podobnie jak wszyscy, dowiedziałem się z telewizji i gazet. Potem pojawiły się plotki, ale sytuacja była niejasna. Tydzień po majowych świętach nasz główny lekarz zaprosił mnie do siebie i delikatnie, bez nacisku, zaproponował mi, abym pojechał do strefy wypadku. Uznałem, że nie mogę odmówić i się zgodziłem. Potem – rok lub dwa lata później – dowiedziałem się, żę kilku moich kolegów nie zgodziło się na taką podróż, więc do strefy katastrofy pojechali głównie wolontariusze – opowiadał w rozmowie z pracownikami Muzeum Narodowego „Czarnobyl” w Kijowie.

8 maja 1986 r. konwój lekarzy z Mariupola wyruszył w podróż do Zony. – Jechaliśmy dwoma autobusami marki Ikarus (w każdym było po 44 pracowników medycznych) i jedną karetką pogotowia ratunkowego. Na pierwszych i ostatnich kilometrach trasy prowadził nas radiowóz milicji. (…) Jechaliśmy tak szybko, jak to było możliwe – w dzień i w nocy. Rankiem, 9 maja, w Dniu Zwycięstwa, przybyliśmy do osiedla Poliśke. Zrzuciło mi się w oczy kilka grup odświętnie ubranych dzieci, które z flagami i sztandarami wracały z wiejskiej uroczystości – wspominał Alimow.

– Pierwszego wieczoru zwróciłem uwagę, że słońce już dawno zaszło, a moja twarz piecze jakbym był na plaży. (…) Na początku myślałem, że to prawdopodobnie takie subiektywne odczucie, ponieważ z kursu medycyny wojskowej w instytucie medycznym w Doniecku wiedziałem, czym jest „opalenizna radiacyjna”. Następnego dnia bolało mnie gardło. Zrzuciłem to na łagodne przeziębienie. Ale kiedy kilka dni później pojechałem do obozu „Bajkowego” i zobaczyłem po drodze milicjantów z czerwonymi, spalonymi twarzami, zrozumiałem, że moje odczucia nie były tak subiektywne – zaznaczył.

Alimow początkowo pracował na izbie przyjęć w szpitalu w Poliśke, a następnie dyżurował w obozie pionierów. W czasie swojej pracy kilkukrotnie spotkał się z symptomami ostrej choroby popromiennej. – Zapamiętałem szczególnie dwóch pacjentów. Jednym z nich był inżynier z Prypeci, który 27 kwietnia wraz ze swoją rodziną został ewakuowany do Poliśke, a drugim, starsza miejscowa woźna. Oboje byli bardzo bladzi, skarżyli się na nudności, bóle głowy i wymioty. Oboje zostali skierowani na leczenie szpitalne – mówił.

Jak zaznaczył, już pierwszego dnia zastępca głównego lekarza szpitala w Poliśke poinstruował go i jego kolegów, aby nie stawiali chorym diagnozy choroba popromienna (nawet ze znakiem zapytania). Należało zapisywać: „(…) dystonia wegetatywno-naczyniowa lub neuro-krążeniowa, czy jakoś tak”.

Wiktor Gonczarow

Dowódcą oddziału medycznego, w którym pracował Alimow, został lekarz pogotowia, 46-letni Wiktor Wołodymirowicz Gonczarow (ukr. Віктор Володимирович Гончаров). Wybór nie był przypadkowy – był on majorem rezerwy, absolwentem wojskowej akademii medycznej i posiadał doświadczenie w organizowaniu opieki medycznej w warunkach zbliżonych do ekstremalnych, m.in. w gorącym Uzbekistanie i w odległym garnizonie strategicznych wojsk rakietowych w surowej Czukotce.

– Nasz oddział składał się z 25 lekarzy, pięciu diagnostów laboratoryjnych, 25 pielęgniarek, ośmiu laborantek, 25 kierowców i czterech dozymetrystów – wspominał lekarz w rozmowie z pracownikami Muzeum Narodowego „Czarnobyl” w Kijowie. Jak zaznaczył, drużyna z Mariupola zastąpiła oddział medyczny z Doniecka, który przebywał w Zonie od 2 maja. Trzech lekarzy trafiło do szpitala w Poliśke, a reszta personelu medycznego została rozmieszczona w 15 punktach felczerskich rejonu poleskiego, a także w obozie „Bajkowym”.

– Oprócz nas w rejonie poleskim znajdowały się oddziały medyczne z Zaporoża i Iwano-Frankowska. Z czasem do pomocy skierowano też studentów czwartego roku instytutu medycznego w Kijowie z docentem jednej z katedr na czele. Ich rozdzielono po dwie osoby na każdy punkt medyczny. Moim zdaniem to była zła decyzja. My byliśmy dorośli, a to byli młodzi ludzie – przyszli ojcowie i matki. Dlaczego ryzykowano ich zdrowiem? – stwierdził i dodał, że z Mariupola przyjechali głównie osoby w wieku powyżej 35-40 lat, które – jak podkreślił – są już mniej podatne na wpływ promieniowania.

Gonczarow zaznaczył, że wszyscy pracownicy punktów felczersko-akuszerskich zachowali się podczas służby w Zonie godnie. – Żaden z nich nie opuścił swojego miejsca pracy, chociaż – co oczywiste – rozumieli oni jak nikt inny poziom istniejącego ryzyka. A było ono całkiem realne. Na przykład w jednym z pierwszych dni naszej pracy w rejonie poleskim lekarz Mykoła Fedorowicz Kimiczadży (ukr. Микола Федорович Кимичаджи) odkrył, że we wiosce Warowicze, gdzie wysłano go do pracy, jest podwyższony poziom promieniowania. Wziął urządzenie DP-5W i sprawdził dokładnie. Zgłosił to kierownictwu. W ciągu kilku kolejnych dni ewakuowano ludność wsi – wspominał. Niestety pozostałości tej wsi spłonęły podczas ostatnich pożarów w kwietniu 2020 r.

Lekarz wspominał także przypadki choroby popromiennej wśród mieszkańców Poliśke. – Pamiętam przypadek 14-letniej dziewczynki, która przez całą niedzielę, 27 kwietnia pomagała dorosłym wypasać zwierzęta. Z czasem pojawiły się u niej oznaki porażenia przez promieniowanie i matka zabrała ją do szpitala. Zmierzono promieniowanie z tarczycy – kilkukrotnie przekraczało normy. Towarzyszyłem tej dziewczynce w drodze do szpitala dziecięcego w Kijowie. Stamtąd wysłano ją na leczenie do Moskwy. Niestety nie wiem, jakie były dalsze losy tego dziecka – stwierdził.

Zmiana lekarzy z Mariupola, której dowodził Gonczarow, zakończyła się 17 maja 1986 r. – Przed wyjazdem Stanisław Fedorowicz Liszynskij (ukr. Станіслав Федорович Лішинський), który w rejonie poleskim był przedstawicielem obrony cywilnej ZSRR i koordynował pracę oddziałów medycznych, zapytał mnie: „Czy wzięliście zaświadczenia o przebywaniu w strefie likwidacji skutków awarii?” Widząc moje zdziwione spojrzenie, natychmiast wyrwał kartkę ze swojego notatnika i podyktował tekst zaświadczenia. Takie dokumenty przygotowałem pozostałym członkom naszego oddziału. W radzie wsi przybito na nich narożne i okrągłe pieczątki. Oj, jak w przyszłości te pośpiesznie, odręcznie wykonane zaświadczenia nam się przydały… – podkreślił.

– Minęły 34 lata od tamtych wydarzeń, ale ja i dziś jestem w stanie uklęknąć i pokłonić się każdemu, kto był wtedy w naszym oddziale. Wszyscy ci ludzie odpowiedzialnie i sumiennie wypełniali swoje obywatelskie i zawodowe obowiązki. Oczywiście niefortunne jest to, że musieliśmy wielokrotnie udowadniać urzędnikom nasz udział w likwidacji skutków katastrofy czarnobylskiej i latami „walczyć” w sądach o swoje emerytury i świadczenia – powiedział. Dodał, że jeden z kierowców jego oddziału do dzisiaj nie może uzyskać statutu uczestnika likwidacji skutków awarii w Czarnobylu. Urzędnicy wciąż uparcie przypisują go do kategorii osób poszkodowanych.

W marcu 2020 r. Wiktor Gonczarow odwiedził Muzeum Narodowe „Czarnobyl” w Kijowie. Przekazał mu m.in. mapę obwodu kijowskiego, z której korzystał podczas pracy w rejonie poleskim, a także swoje zapiski. W maju mężczyzna skończył 80 lat.

Zobacz zdjęcia:

Materiał powstał we współpracy z Muzeum Narodowym „Czarnobyl” w Kijowie. Zapraszamy na strony internetowe muzeum chornobylmuseum.kiev.ua oraz jego profil na Facebooku.