Licznik Geigera

Czarnobyl bez zasilania? „Bez paniki!”

Fot. Tomasz Róg / Licznik Geigera

Co jakiś czas wojska dyktatora putina (przyp. red. – zapis z rozmysłem) w trakcie ataków na infrastrukturę energetyczną Ukrainy odcinają elektrownię jądrową w Czarnobylu od zasilania zewnętrznego. Ostatni raz tego typu sytuacja miała miejsce 20 stycznia. Jak jednak tłumaczy Aleksandr Kupnyj, specjalista ds. ochrony radiologicznej i były wieloletni pracownik czarnobylskiego przedsiębiorstwa, nie ma co panikować.

W wyniku ostatniego ataku raszystów wszystkie obiekty elektrowni jądrowej w Czarnobylu, w tym sarkofag oraz składowiska Hayjat-1 i Hajat-2, przez ponad 10 godzin pozostawały bez zasilania. – Takie działania są absolutnie niedopuszczalne i rażąco naruszają fundamentalne zasady bezpieczeństwa jądrowego i radiologicznego. Potencjalne zagrożenie wynikające z takich ataków dotyczy nie tylko Ukrainy, ale całej Europy – oświadczył wówczas Serhij Tarakanow, dyrektor generalny elektrowni jądrowej w Czarnobylu.

Jak jednak stwierdził w rozmowie z serwisem informacyjnym slavutych.info Aleksandr Kupnyj, specjalista ds. ochrony radiologicznej i były wieloletni pracownik elektrowni jądrowej w Czarnobylu, nie ma powodu, aby mówić o zagrożeniu radiacyjnym choćby dla pracowników elektrowni. – Jeśli mówimy o realnym zagrożeniu radiacyjnym dla osób pracujących w elektrowni, to w tej chwili uważam, że takiego zagrożenia nie ma. Elektrownia nie pracuje od dawna – podkreślił.

Zdaniem Kupnego najbardziej wrażliwym miejscem w elektrowni w przypadku przedłużającej się przerwy w dostawie energii elektrycznej jest ISF-1 (inaczej Hajat-1). W tym miejscu przechowywane są wypalone zespoły paliwowe pochodzące z czarnobylskich reaktorów RBMK.

Według niego krytycznym scenariuszem jest jednak nie utrata zasilania zewnętrznego, lecz awaria generatorów dieslowskich i zakłócenie cyrkulacji w basenach magazynowych. – Z czasem woda może się nagrzewać. Jednak ciepło resztkowe uwalniane z zespołów wypalonego paliwa jest bardzo niewielkie – stwierdził.

Przypomniał przy tym wcześniejsze obliczenia, wedle których woda może się podgrzać do punktu parowania w ciągu około miesiąca. – Gdzieś tam były obliczenia, wykonane jeszcze przed wojną: w ciągu około miesiąca woda nagrzałaby się tak bardzo, że zaczęłaby parować – zaznaczył. Wyjaśnił, że mogłoby to doprowadzić do zwiększenia poziomu promieniowania radioaktywnego przede wszystkim w budynku składowiska. Jako minimalne ocenił ryzyko zwiększenia promieniowania poza terenem elektrowni.

Aleksandr Kupnyj w rozmowie z serwisem slavutych.info powiedział, że sam fakt zaniku zasilania energobloków nr 1, 2 i 3, a także Nowej Bezpiecznej Powłoki, nie doprowadzi do wzrostu poziomu promieniowania. Dodał, że również składowisku ISF-2 (inaczej Hajat-2) nic nie grozi, gdyż odpady radioaktywne są tam przechowywane w specjalnych pojemnikach i chłodzone powietrzem.

– Nie widzę żadnego powodu do paniki. W działającej elektrowni – tak, tam jest znacznie więcej zagrożeń. Znajduje się tam świeże wypalone paliwo jądrowe, zarówno w basenach, jak i w reaktorze. W elektrowni w Czarnobylu te zagrożenia są mniejsze. Dlatego absolutnie nie ma powodu do paniki. Tak. Sytuacja jest zła, ale nie fatalna, a problem jest do rozwiązania. Panika w czasie wojny to najgorszy doradca, a to oznacza: bez paniki! – podsumował ekspert.

(slavutych.info)

Atak na Czarnobyl