Pomiędzy popularnością a bezpieczeństwem. Czego brakuje czarnobylskiej turystyce?

Czy odwiedziny w Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia są bezpiecznie? Co zrobić, by zminimalizować jakiekolwiek ryzyko skażenia promieniotwórczego? Jak poprawić komfort zwiedzania Zony? Na te pytania w swoim artykule pt. „Pomiędzy popularnością a bezpieczeństwem. Czego brakuje czarnobylskiej turystyce?” próbuje znaleźć odpowiedzi ukraiński serwis internetowy uatom.org, koncentrujący się na sprawach energetyki jądrowej. Oto omówienie najciekawszych fragmentów tego tekstu.

Artykuł został opublikowany 26 maja. Można go przeczytać w języku ukraińskim tutaj.

Z roku na rok Zona przyciąga coraz więcej żądnych wrażeń turystów. W ubiegłym roku odwiedziła ją rekordowa liczba osób – 124 tysiące. Warto jednak pamiętać o tym, że – jak piszą autorzy artykułu – „od czasu powstania Czarnobylska Strefa Wykluczenia nie była przeznaczona do przyjmowania wszystkich ochotników. Jej głównym celem, jaki do dziś się nie zmienił, jest pełnienie funkcji barierowej przed rozprzestrzenianiem się radionuklidów poza obszar skażony radioaktywnie. Trwają tam również prace przy wyprowadzeniu z eksploatacji elektrowni jądrowej w Czarnobylu, magazynowane są odpady radioaktywne i budowane są magazyny do przechowywania wypalonego paliwa z ukraińskich elektrowni jądrowych”.

Turystyka czarnobylska dzisiaj

„Wyprawa do CSW to nie to samo co – powiedzmy – wyjazd do nadmorskiego kurortu, albo do Paryża, aby zwiedzić wieżę Eiffla. Strefa nie przyciąga arcydziełami architektury czy muzeami bogatymi w eksponaty, a wręcz przeciwnie – ludzie starają się tam dotrzeć, aby zobaczyć praktycznie opuszczone terytorium, puste i na wpół zrujnowane miasto Prypeć” – czytamy w artykule.

– Strefa wykluczenia to przede wszystkim obszar niebezpieczny radiacyjnie. Po drugie, to miejsce, w którym znajduje się infrastruktura do zarządzania odpadami radioaktywnymi. Po trzecie, to miejsce badań – tak zwane „laboratorium pod gołym niebem”. Po czwarte, to rezerwat, a dopiero po nim, to terytorium, które stanowi atrakcję turystyczną – mówi cytowana przez serwis uatom.org Julia Bałaszewska, szefowa oddziału monitoringu radiacyjnego w Państwowym Centrum Naukowo-Technicznym ds. Bezpieczeństwa Jądrowego i Radiacyjnego.

Zdaniem Aleksandra Siroty, byłego mieszkańca Prypeci, założyciela organizacji Centr Pripyat.com i członka Rady Społecznej przy Państwowej Agencji Ukrainy ds. Zarządzania Strefą Wykluczenia, Zona nie jest przygotowana infrastrukturalnie do przyjęcia coraz to większej liczby osób.

Jako przykład podaje fakt, że znaczna większość turystów jako główny cel podróży wybiera miasto-widmo Prypeć i specjalnie przygotowuje się do tego, aby zobaczyć opuszczone ulice. – A i tak wszyscy spotykają się na placu centralnym lub przy młyńskim kole i patrzą na siebie ze zdziwieniem. Martwe miasto bez ludzi, w którym jest więcej osób niż koło piramid egipskich – zaznacza i podkreśla, że z tego powodu odwiedzający Zonę mogą nie być do końca usatysfakcjonowani z wyprawy, ponieważ nie otrzymali dokładnie tego, po co przyjechali.

Bałaszewska zaznacza, że wiele osób, które odwiedzają strefę, nie ma nawet podstawowej wiedzy na temat bezpieczeństwa radiologicznego i nie umie korzystać z osobistych środków ochronnych.

Cytowana w artykule Tatiana Kutuzowa z Państwowego Inspektoratu Regulacji Jądrowej Ukrainy dodaje, że działania mające na celu zwiększenie liczby osób odwiedzających CSW w celach turystycznych nie spełniają podstawowych zasad ochrony przed promieniowaniem: uzasadnienia (działań wykorzystujących źródła promieniowania – przyp. red.), nieprzekraczania (limitów i norm – przyp. red.) i optymalizacji (utrzymania możliwie najniższego poziomu dawek promieniowania – przyp. red.). Zwraca uwagę na to, że zgodnie z ukraińskim prawodawstwem należy m.in. zapobiegać wynoszeniu radionuklidów z terytorium CSW, monitorować środowisko, utrzymywać terytorium w należytym porządku sanitarnym i pożarowym, a wszystkie te działania powinny być prowadzone z jak najmniejszą liczbą zaangażowanych osób. Wszelkie inne działania, które nie zapewniają bezpieczeństwa radiologicznego, są zabronione.

Strefa: promieniowanie, zwierzęta i architektura

Autorzy artykułu zrównują turystykę czarnobylską z turystyką ekstremalną i zaznaczają, że najpopularniejsze obiekty turystyczne znajdują się w strefie 10-kilometrowej, gdzie „tło radiacyjne wciąż jest znacznie wyższe niż przed wypadkiem”.

O podejmowanym ryzyku mówi cytowany przez uatom.org Aleksander Sirota: „Podróż do strefy zawsze wiązała się z pewnym ryzykiem. Absolutnie zawsze. Kiedy ktoś mówi, że jest tam bezpiecznie, to jest to sformułowanie niepoprawne i nieprawdziwe”.

Stąd też obowiązują zasady bezpieczeństwa, z którymi muszą zaznajomić się wszyscy odwiedzający CSW. To m.in. zakaz spożywania pokarmów na wolnym powietrzu, zakaz wchodzenia do budynków i różnorakie konstrukcje, zakaz siadania na ziemi czy zakaz oddzielania się od swojej grupy. Dodatkowo turyści powinni nosić odzież, która maksymalnie zakrywa ciało, podążać tylko po określonej trasie i słuchać poleceń przewodników.

Sirota wśród czynników ryzyka wymienia m.in. możliwość spotkania dzikich zwierząt i zniszczoną infrastrukturę, m.in. odkryte kanały ściekowe, walące się budynki. Promieniowanie stawia na trzecim miejscu. – Nawet jeśli wszelkie zasady i standardy bezpieczeństwa radiologicznego są przestrzegane, to nadal jest ono (promieniowanie – przyp. red.) obecne i nikt nie może, i nie ma nawet najmniejszego prawa zagwarantować, że na 100 proc. nic nie dostanie się do wnętrza organizmu – zaznacza.

Specjaliści zwracają uwagę na fakt, że w glebie, powietrzu, wodzie, czy też na wolnych powierzchniach w Zonie mogą znajdować się pierwiastki transuranowe o wysokiej radiotoksyczności i właściwościach niewidocznych dla konwencjonalnych dozymetrów. Jak czytamy w serwisie uatom.org, „odwiedzający muszą być świadomi tych wszystkich niebezpieczeństw i wziąć odpowiedzialność za swoje zdrowie”.

Stalkerzy

Uatom.org zwraca uwagę, że największy problem stanowią osoby nielegalnie odwiedzający CSW. Stalkerzy nie są w żaden sposób kontrolowani, a w przypadku, gdy zostaną złapani, cała procedura ogranicza się do wykonania raportu o naruszeniu prawa administracyjnego.

Istnieją dziesiątki potwierdzonych przypadków, gdy stalkerzy zabierali radioaktywne przedmioty z Zony, a następnie chwalili się nimi w internecie. – Według prawa to terroryści, którzy roznoszą promieniowanie po ukraińskich miejscowościach, a nawet po całym świecie. Niestety od lat nie doczekaliśmy się adekwatnej reakcji ze strony państwa – mówi Jarosław Jemalianenko, szef Stowarzyszenia Czarnobylskich Operatorów Turystycznych.

Obecnie za złapanie w Zonie grozi grzywna od 340 do 510 hrywien, której stalkerzy najczęściej nie płacą. Nie ma też mowy o recydywie. Istnieje jednak nadzieja na poprawę przepisów. Ukraiński parlament proceduje projekt zmian w prawie, który przewiduje znaczny wzrost kar finansowych (nawet do 1000 dolarów) i zwiększoną odpowiedzialność za recydywę.

Turystyka i overtourism: jak sprawić, by odwiedzanie Zony było komfortowe?

Obecnie głównymi wrotami do CSW dla turystów jest punkt kontrolny w miejscowości Dytjatki. Od pewnego czasu jest modernizowany. Jak czytamy na łamach uatom.org, planuje się tam budowę hostelu, kompleksu restauracyjnego i centrum informacyjnego. Punkt nie będzie jednak w stanie obsłużyć trzech, czterech czy pięciu tysięcy turystów dziennie.

– Jest perspektywa, że otwarty zostanie punkt kontrolny w Stracholesiu. (…) Są tam budowane hotele. To także ciekawy kierunek – wsie Kupowate i Opaczyce, gdzie jeżdżą głównie turyści wybierający programy wielodniowe. Obecnie dojazd do tych miejsc prowadzi po kiepskiej drodze, a dzięki Stracholesiu można to znacznie poprawić – mówi Sirota.

Proponuje on również optymalizację kontroli dozymetrycznej turystów poprzez zlikwidowanie tej w punkcie kontrolnym w Lelowie, z której powinni korzystać głównie pracownicy CSW, którzy biorą udział „w dostatecznie »brudnych« pracach”. Jego zdaniem korzystanie przez turystów z tych samych bramek dozymetrycznych zwiększa ryzyko ich skażenia. Dla turystów przebywających w strefie przez wiele dni – jego zdaniem – powinny być przeznaczone osobne urządzenia. Proponuje on również złagodzenie wymogów, wedle których turyści mogą przebywać w Zonie tylko przez pięć dni.

Jednak zdaniem Bałaszewskiej kontrole dozymetryczne nie powinny zostać osłabione, gdyż automatycznie oznacza to wzrost ryzyka, a „przebywanie w strefie przez kilka dni osoby, która przyjechała »tylko po to, by pooglądać« również jest nierozsądne”. Ekspertka zjawisko wizyt studyjnych w CSW traktuje nie jako rozrywkę, ale jako okazję do edukacji.

Aby jednak korzyści z takiej wyprawy były znaczące – zdaniem Bałaszewskiej – należy spełnić szereg warunków wstępnych. Wymienia wśród nich: jasne zasady odwiedzania, pełną indywidualną kontrolę dozymetryczną, wyczerpujący instruktaż, niewielkie grupy osób, dostępność przemyślanego planu ewakuacji odwiedzających w przypadku zagrożenia, zakaz odwiedzania CSW o określonych porach roku, a także ciągłe kształcenie w zakresie kultury bezpieczeństwa i ochrony przed promieniowaniem.

– Tylko na przykładzie takich wizyt można mówić o wdrożeniu zasad uzasadnienia. (…) Osobiście jestem bardzo sceptycznie nastawiona do chęci zobaczenia na własne oczy „konsekwencji niewłaściwych decyzji” jako uzasadnienia dla radosnej podróży do Prypeci, której towarzyszą setki zdjęć selfie. Czarnobylska aleja z nazwami martwych wsi – czy może być coś bardziej wymownego o konsekwencjach błędnych decyzji? – zaznacza cytowana przez uatom.org Bałaszewska.

Autorzy artykułu piszą więc, że „turystyka czarnobylska może pełnić funkcję edukacyjną, polegającą na rozpowszechnianiu wiedzy na temat katastrofy, środków mających na celu przezwyciężenie jej skutków oraz gospodarowania odpadami radioaktywnymi”. Konieczny warunek to skierowanie branży turystycznej we właściwym kierunku.

Kierunek ten powinien obejmować m.in. absolutnie pełne przestrzeganie wszystkich środków bezpieczeństwa i usprawnienie infrastruktury w celu dokładniejszej kontroli turystów oraz zaspokojenia ich potrzeb. Uatom.org kończy swój artykuł sformułowaniem, że „potencjalny gość powinien osobiście dokładnie rozważyć wszystkie zalety i wady takiej wizyty, ponieważ żadna agencja komercyjna ani rządowa nie zadba o jego zdrowie bardziej niż on sam. W końcu rynek ubezpieczeń od ryzyka napromieniowania na Ukrainie, w przeciwieństwie do turystyki, nie został jeszcze utworzony”.

Artykuł został opublikowany 26 maja. Można go przeczytać w języku ukraińskim tutaj.