Licznik Geigera

“Nasza długa droga do Kwietnia”

Fot. CZARNOBYLive

Całkowita tajemnica, strach kierownictwa przed przyznaniem się do błędów i ignorowanie wcześniejszych incydentów spowodowały, że katastrofa stała się nieunikniona. Krytycznie ważne informacje były ukrywane przed operatorami, a potrzeby produkcyjne zawsze miały pierwszeństwo przed bezpieczeństwem. Z okazji 40. rocznicy awarii w elektrowni jądrowej w Czarnobylu ukaże się nowa książka Nikołaja Steinberga, pt. “Nasza długa droga do kwietnia” (ukr: “Наш довгий шлях до Квітня”).

Nikołaj Steinberg jest nie tylko świadkiem wydarzeń z kwietnia 1986 r., ale specjalistą, który w najtrudniejszych miesiącach po wypadku przeszedł drogę od operatora turbin do głównego inżyniera elektrowni jądrowej w Czarnobylu, a w kolejnych latach kierował komisją badającą okoliczności i przyczyny katastrofy.

– To, co wielkie, widać z dystansu. Minęło 40 lat. To, co drugorzędne, odeszło, natomiast są informacje zapisane w dokumentach – publikacjach naukowych, rozprawach, wspomnieniach. Awaria to nie tylko moment zdarzenia. To długi proces, który rozpoczyna się na długo przed samym zdarzeniem – zwłaszcza, gdy wypadek przybiera katastrofalne rozmiary, jak w 1986 roku. To, czego przez lata można było się jedynie domyślać, teraz doczekało się pisemnych potwierdzeń, na których można polegać – powiedział Nikołaj Steinberg w wywiadzie udzielonym Państwowemu Naukowo-Technicznemu Centrum Bezpieczeństwa Jądrowego i Radiacyjnego i redakcji uatom.org. Dodał, że lekcje z 1986 r. zostały w Ukrainie zapomniane, a ludzie nie rozumieją, że “droga do katastrofy jest długa, a na jej początku nie zawsze widać metę”.

Steinberg zaznaczył, że jego książka nie jest podręcznikiem, gdyż osoby, które interesują się tematem czarnobylskiej katastrofy, w internecie mogą odnaleźć wszelkie techniczne zawiłości. – Ważne było dla mnie przekazanie istoty problemu – interakcji człowieka z technologią, którą stworzył – powiedział.

We wstępie do swojej książki Steinberg zaznaczył, że nawet po 40 latach od awarii, tamtych dni nie da się zapomnieć. – Jak można zostawić za sobą to, z czego tak naprawdę składa się całe życie? Niedawno minęło 55 lat, odkąd po raz pierwszy dotarłem na teren przyszłej elektrowni jądrowej w Czarnobylu – las, rzeka, piasek. Wszystko to stworzył człowiek, poświęcając na to ogromne wysiłki i zasoby. A później – własnymi rękami – przekształcił w rezerwat własnej pracy. Pytanie nie brzmi, czy kłamstwa systemu zostały przypisane jednej osobie. To konsekwencja. Najważniejsze jest to, że nawet w działalności czysto naukowej i inżynieryjnej, w zarządzaniu przemysłem, masami ludzi, moralność ludzi była i pozostaje na pierwszym miejscu. A kiedy system zaczyna ich miażdżyć, katastrofa jest nieunikniona – zaznaczył.

Nikołaj Steinberg podkreślił, że brak pełnej analizy bezpieczeństwa na etapie projektowania reaktora RBMK można uznać za pierwszy krok do tragedii. – Proces zmierzania ku katastrofie można było zatrzymać, ale wtrąciła się moralność: tchórzostwo, by donieść “do góry”, że popełniono błędy i że trzeba przynajmniej zwolnić, zrozumieć, dokładniej zbadać problemy, opracować i wdrożyć środki bezpieczeństwa – stwierdził i dodał, że “co najważniejsze, ukrywano pułapki przed personelem operacyjnym. Ukrywano je przed tymi, którzy mogli zapewnić bezpieczeństwo. Strach przed przyznaniem się do błędów okazał się ważniejszy niż przyzwoitość”.

Autor książki “Nasza długa droga do Kwietnia” zwrócił uwagę, że w całym bloku sowieckim przez wieki kształtowała się niechęć do prawa, a twórcy i operatorzy reaktorów RBMK żyli i pracowali w systemie, który był dyktowany doraźnymi potrzebami. – Ukraina jest pierwszym z państw, które opuściły ZSRR i stworzyły prawo jądrowe. Nie mam wątpliwości, że dziś nawet młody specjalista nie dopuściłby do eksploatacji reaktora RBMK-1000 – powiedział.

Nikołaj Steinberg został zapytany o wypadek z elektrowni jądrowej w Leningradzie z 1975 r., który był “zapowiedzią Czarnobyla”. Informacje o przebiegu awarii była ukrywane nie tylko przed ludnością, ale również przed personelem operacyjnym innych elektrowni. Czy gdyby wyjaśniono przyczyny tego zdarzenia, katastrofa z 1986 r. stałaby się niemożliwa? – Z dużym prawdopodobieństwem można by zapobiec tej awarii według tego scenariusza, według którego została zrealizowana w kwietniu 1986 r. Głównym rozwiązaniem problemu było opracowanie i wdrożenie zestawu środków technicznych i organizacyjnych, które mogłyby znacznie zmniejszyć prawdopodobieństwo takiej awarii. Tego jednak nie zrobiono – odparł.

Zaledwie 10 miesięcy przed awarią w Czarnobylu, w czerwcu 1985 r., w elektrowni jądrowej w Smoleńsku doszło do samoczynnego przyspieszenia reaktora RBMK. Nikt jednak tego nie zbadał, a fakt wystąpienia zdarzenia został jedynie odnotowany w dzienniku eksploatacyjnym. – To potwierdza fakt, że ludzie tak przyzwyczaili się do wybryków RBMK-1000, że przestali na nie reagować. Trzeba produkować energię, a nie zwracać uwagi na jakieś “drobiazgi”, które nam w tym przeszkadzają – stwierdził Steinberg.

Cały wywiad możecie przeczytać tutaj.

Na stronie internetowej sstc.ua można też zamówić w przedsprzedaży książkę Nikołaja Steinberga.