Licznik Geigera

Pierwsza wizyta w strefie i PS po 14 latach

Fot. Bartłomiej Matyszkowicz

Dokładnie 14 lat temu, 19 września 2009 r. po raz pierwszy przekroczyłem granicę Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia. To data, od której zaczęła historia, której efektem jest serwis licznikgeigera.pl. Teraz dosyć nieoczekiwanie pora na dopisanie postscriptum.

Jak już pisałem w pierwszym tekście na licznikgeigera.pl pt. „Impulsy” (2016 r.), przez wiele lat mojego życia nazwa Czarnobyl najczęściej tylko raz w roku docierała do moich uszu wraz z takimi słowami „elektrownia”, „atom”, „wybuch”, „skażenie”. Co się za tymi frazami kryło? Nie bardzo wiedziałem.

Po raz pierwszy na poważnie zainteresowałem się tematyką czarnobylską w 2006 r. „Zmusiła” mnie do tego moja praca. Pracowałem w redakcji informacyjnej radia RMF FM, a radio z okazji 20. rocznicy awarii w Czarnobylu przygotowało specjalny program. Drugim impulsem, był wyemitowany premierowo w dniu 20. rocznicy awarii film dokumentalny „Bitwa o Czarnobyl”. Impulsem numer trzy były zajęcia na studiach rosjoznawczych na Uniwersytecie Jagiellońskim. To jednak nie lektura rosyjskich publikacji a lektorat z języka angielskiego o kolejny krok przybliżył mnie do Czarnobyla. Na jednych moja grupa oglądała zdjęcia z Zony autorstwa Eleny Filatowej. Pamiętacie pewnie sprawę dziewczyny, która twierdziła, że wjechała do strefy na motocyklu, a później okazało się, że to nie jest prawda? Oglądaliśmy właśnie te fotografie.

Ale tym najważniejszym impulsem była wizyta w Zonie we wrześniu 2009 r. Namawiałem na nią moich przyjaciół z czasów studenckich. Patrzyli trochę krzywo. Nie byli przekonani, że chcą tam pojechać. Namówiłem więc swoich studentów – byłem wtedy doktorantem na UJ. Dość sprawnie udało się zebrać kilkuosobową grupę. Udało się też dość łatwo znaleźć ciekawą ofertę w kijowskim biurze podróży Ciekawy Kijów (nazwę zapisywano w języku rosyjskim: Интересный Киев. Dziś zapisalibyśmy ją po ukraińsku jako: Цікавий Київ). I też wracamy do rzeczywistości pierwszej dekady XXI w. Szybką płatność za wyprawę udało się skutecznie wykonać dzięki systemowi WesternUnion. Jak pamiętam, prowizja była absurdalnie wysoka.

Przez zupełny przypadek głównym przewodnikiem mojej grupy był Aleksander Sirota, były mieszkaniec Prypeci, współtwórca serwisu pripyat.com i nieoficjalny „mer” tego miasta. Grupę współprowadził także Anton Yuhimenko – wtedy twórca serwisu paranoid.com.ua, a dziś założyciel i właściciel firmy Chernobyl Zone – Radioactive Team.

Każdy punkt wycieczki przeżywałem całym sobą, a największe wrażenie zrobiła wówczas na mnie niesamowita cisza w Prypeci. Oczywiście wtedy nie było oficjalnej turystyki w strefie wykluczenia. Grupę określano jako „naukową”. Towarzyszyła nam więc bardzo duża swoboda w eksplorowaniu Zony. Weszliśmy więc też do budynku Lazurowego w Prypeci. A tam na jednym ze stanowisk startowych znajdował się niepozorny, ale dość gruby zeszyt. Autografy w nim składali praktycznie wszyscy turyści, którym udało się dotrzeć do Prypeci. Moja grupa również się podpisała.

I teraz pora na PS. Mój przyjaciel Bartłomiej Matyszkowicz odwiedził strefę wykluczenia wraz z polską firmą BisPol. Dotarł do Zony 4 listopada 2009 r. Będąc w budynku basenu zrobił zdjęcie stanowisku startowemu z leżącym na nim zeszytem, do którego wpisywali się uczestnicy wypraw. No i przypadkowo zrobił zdjęcie stronom, na których są autografy grupy, której byłem uczestnikiem – tej z 19.09.2009 r. Jest i mój podpis, z dodatkowo wyrażoną miłością do mojej pracy w RMF FM.

Najciekawsze jest to, że z Bartkiem znamy się od 2017 r. A to zdjęcie zobaczyłem dopiero dziś, 19 września 2023 r. Dzięki Bartku za jego podesłanie.

Fot. archiwum Tomasza Roga
Tomasz Róg