Licznik Geigera
35. rocznica katastrofy w Czarnobylu

Pierwsze zdjęcie Anatolija Rasskazowa

Fot. National Museum Chernobyl

Kto wykonał pierwsze zdjęcie zniszczonego bloku elektrowni jądrowej w Czarnobylu? Igor Kostin, Walery Jewtuszenko, Anatolij Rasskazow? A może nieznany z nazwiska wojskowy lub funkcjonariusz KGB? Muzeum Narodowe “Czarnobyl” w Kijowie twierdzi, że palma pierwszeństwa należy do Rasskazowa.

– Kostin jest najbardziej znanym fotografem katastrofy w Czarnobylu, ale to Anatolij Rasskazow był tym pierwszym. Jako fotograf pracujący dla elektrowni, otrzymał pozwolenie w dniu wybuchu. W południe 26 kwietnia, kilka godzin po eksplozji, nakręcił materiał ze zniszczonego reaktora, a następnie przekazał go specjalnej komisji pracującej w bunkrze w pobliżu elektrowni – powiedziała Anna Korolewska, zastępca dyrektora Muzeum Narodowego „Czarnobyl” w Kijowie, cytowana przez NBC News.

Rasskazow pracował w czarnobylskiej elektrowni w latach 1974-1986. Zajmował się tam fotografią przemysłową, a także przygotowywał slogany, plakaty i tablice agitacyjne.

Anatolij Iwanowicz Rasskazow piętnaście lat temu udzielił wywiadu dla BBC News. Tak wspominał pierwsze chwile po awarii czarnobylskiej elektrowni:

– To był dzień wolny. Wszyscy albo odpoczywali, albo przygotowywali się do pochodu pierwszomajowego. Elektrownia jądrowa w Czarnobylu miała wówczas otrzymać Order Lenina. Nad ranem zaczęły się pojawiać plotki o małym incydencie w elektrowni. Ja w tym czasie jak zwykle sprzątałem swoje mieszkanie w Prypeci – myłem okna. Około godz. 9 zostałem pilnie wezwany do elektrowni. Nikt nie wierzył  w to, że mogło się wydarzyć coś tak strasznego – opowiadał.

Jak zaznaczył, po przybyciu do elektrowni, natychmiast udał się do bunkra, gdzie zebrało się najwyższe kierownictwo. Jego przełożeni potrzebowali fotografii lotniczych, aby ocenić, co tak naprawdę się stało. Rasskazow otrzymał polecenie wykonania tych zdjęć.

– W helikopterze było dwóch żołnierzy i dwóch cywilów z Atomenergo, którzy przylecieli z Moskwy. W powietrzu unosiło się tyle pyłu, że sfotografowanie zniszczeń przez okno nie było możliwe. Powiedziałem: „Towarzysze, musimy otworzyć okno”. Od razu zaprotestowali, obawiając się „zanieczyszczenia” kabiny helikoptera. Wiedzieli, jakie materiały wydostają się z reaktora. Ale okno i tak zostało otwarte, więc wychyliłem się ze swoim szerokokątnym aparatem Kiev-6 i zacząłem robić zdjęcia. Abym nie wypadł, jeden z żołnierzy trzymał mnie za nogi. Potem powtórzyłem zdjęcia, ale już Zenitem – wspominał w rozmowie z BBC News.

Gdy wrócił do wnętrza budynku administracyjnego, dyrektor elektrowni Wiktor Briuchanow wydał kolejne polecenie – tym razem wykonania zdjęć z ziemi. W rejon zniszczonego energobloku udał się wozem strażackim wraz z szefem wydziału bezpieczeństwa jądrowego i dozymetrystą.

– Wokół trzeciego bloku były rozrzucone bloki grafitowe. Wyskoczyłem z samochodu i zacząłem je fotografować Zenitem, a drugi aparat zostawiłem w aucie. Następnie podjechaliśmy do ruin czwartego bloku, na odległość około 50 metrów. Zrobiłem 12 zdjęć każdym aparatem, a następnie wracaliśmy tą samą drogą, modląc się, aby silnik nie zgasł – mówił Rasskazow.

Gdy po powrocie z misji fotograf postanowił wywołać klisze, okazało się, że film z Zenita jest całkowicie prześwietlony. Na szczęście zdjęcia zrobione drugim aparatem udało się uratować. Jak mówił, „były tylko lekko zachmurzone”.

– Kiedy przyjechałem do elektrowni, pierwszy oddział zabrał wykonane odbitki, ponumerował je i zabrał filmy. Mówili: Nikomu ani słowa o tym, co widziałeś i słyszałeś”, ale zdjęcia pokazywały, że rdzeń był poważnie uszkodzony – wspominał.

Rasskazow po powrocie do swojego prypeckiego mieszkania zaczął wymiotować. Jego skóra zrobiła się czerwona, a na czole pojawiła rana, która przez kolejne lata do końca się nie zabliźniła. – Moje gardło płonęło od tego, że oddychałem zupą z radionuklidów – zaznaczył w rozmowie z BBC News.

W kolejnych miesiącach fotograf dokumentował postępy przy budowie sarkofagu nad zniszczonym reaktorem. Dwa razy w tygodniu przelatywał wojskowym helikopterem nad ruinami czwartego energobloku. Tak było do października 1986 r., kiedy to jego organizm odmówił posłuszeństwa.

– Poszedłem do pracy, ale z pracy zabrano mnie karetką do szpitala. Zapisano, że przekroczyłem maksymalną dopuszczalną dawkę 25 rentgenów. W styczniu zabrano mnie do szóstej kliniki w Moskwie. Tam lekarka powiedziała mi: „Anatoliju Iwanowiczu, nie uważa się pana za pacjenta z chorobą popromienną. Musiałby pan pracować w elektrowni na nocnej zmianie”. Tak więc nie miałem żadnych korzyści. Ale za to otrzymałem wiele chorób, w tym choroby krwi i raka. Utraciłem zdrowie – mówił.

Anatolij Rasskazow wspominał, że jego zdjęcia początkowo nie były szeroko publikowane. Dopiero wiele lat później pojawiły się w książce pt. „Czarnobylski reportaż”, ale tam nie zapisano jego nazwiska.

A tak jego żona Galina Michajłowna wspominała wydarzenia z 1986 r. w rozmowie z pracownikami Muzeum Narodowego „Czarnobyl” w Kijowie: „Kiedy mój ukochany mąż wrócił do domu, nie wiedziałam, co mam robić i gdzie pobiec. Telefony już nie działały. Gdy przyszedł, był cały w kolorze bordowo-brązowym, wymiotował, zataczał się jak pijak. Zapytałam go: »Piłeś? «. Odparł: »Co ty, kochana? Jest mi tak słabo, bardzo zbiera mnie na wymioty«. Przygotowałam krople miętowe, ale nic nie pomagało. Stała u mnie butelka z pączkami brzozy w spirytusie. Nalałam prawie całą szklankę tej nalewki, dodałam trochę wody i dałam mu do picia. Wypił i stracił przytomność. Tylko słuchałam, jak on oddycha”.

Fotograf po odejściu z pracy przez kilka lat pracował jako dozymetrysta w strefie wykluczenia. W 1990 r. lekarze zakazali mu pracy w strefach podwyższonego promieniowania jonizującego. W 1991 r. otrzymał trzecią grupę niepełnosprawności, a w 1996 r. – drugą.

Rasskazow zmarł 17 lutego 2010 r. w wieku 69 lat po wielu latach zmagań się z rakiem i chorobami krwi, które były efektem pracy z warunkach wysokiego poziomu promieniowania.

Zobacz zdjęcia:

(BBC News, NBC News, vk.com)