Prypeć – sytuacja radiacyjna w pierwszych godzinach po awarii

Jaka była sytuacja radiacyjna w Prypeci w pierwszych godzinach w awarii w elektrowni jądrowej w Czarnobylu? Dlaczego lokalne władze nie ostrzegły mieszkańców miasta o zagrożeniu? Tego typu pytania często zadają goście Muzeum Narodowego „Czarnobyl” w Kijowie, a także dziennikarze i czytelnicy profilu muzealnego na Facebooku.

Materiał powstał we współpracy z Muzeum Narodowym „Czarnobyl” w Kijowie.

Warto podkreślić, że sowieccy propagandziści unikali odpowiedzi na pytania dotyczące ostrzegania ludności cywilnej, a sytuację w Prypeci wyjaśnili w następujący sposób: „ Nadzwyczajne środki były potrzebne, aby zapewnić bezpieczeństwo ludzi w elektrowni jądrowej w Czarnobylu oraz w niektórych innych miejscach. W samej Prypeci sytuacja radiacyjna obiektywnie nie wymagała ewakuacji i dopiero kolejnego dnia, gdy ewakuacja się rozpoczęła, promieniowanie przekroczyło poziomy, gdzie zgodnie z instrukcjami należało ją przeprowadzić” – czytamy w publikacji „Czarnobyl: wydarzenia i lekcje”, wydanej w 1989 r. nakładem moskiewskiego Wydawnictwa literatury politycznej.

Jaka była prawdziwa sytuacja radiacyjna w mieście? Wspomnienia uczestników wydarzeń, a także opublikowane w ostatnich latach dokumenty dają okazję do wystarczająco szczegółowego odtworzenia sytuacji, która wystąpiła w Prypeci w pierwszych godzinach po awarii reaktora.

Serafim Worobiow

Oto fragment wspomnień szefa sztabu obrony cywilnej w elektrowni jądrowej w Czarnobylu. Rankiem 26 kwietnia 1986 r. podpułkownik Serafim Worobiow wraz kolegą, starszym inżynierem Jakowem Suszko, przeprowadził rekonesans wokół elektrowni jądrowej i miasta Prypeć swoim samochodem Żiguli.

„Pojechaliśmy z elektrowni jądrowej do Prypeci. W drodze do miasta były „miejsca”, w których było do 100 rentgenów na godzinę (1 Sv/h). Widzieliśmy grupę policjantów na rozwidleniu. Zmierzyliśmy w ich pobliżu – 2 rentgeny (0,02 Sv/h). Pokazałem im urządzenie: »Spójrzcie, co tu jest!«. Widziałem ich zawahanie: »Co mamy robić?« Ale pozostali na posterunku. Nieco dalej na poboczu kilkanaście osób czekało na autobus z Prypeci. A tam było 5 rentgenów (0,05 Sv/h). Wyjaśniłem im sytuację. Otoczyli mnie, patrząc z niedowierzaniem. Kiedy wróciliśmy tam później, już w tym miejscu nie było ludzi… Urządzenia informowały o promieniowaniu nawet poza trzykilometrową strefą sanitarną – na drodze w pobliżu wjazdu do Prypeci „świeciło” pół rentgena na godzinę. Gdy zbliżaliśmy się do miasta, stało się oczywiste, że jedziemy tam i jedziemy, a strzałka urządzenia DP-5 była w tym samym miejscu. Zrozumiałem o co chodzi: sam samochód był już dosyć »brudny«. Zatrzymaliśmy się i pomierzyliśmy: każde koło miało po 8 rentgenów (0,08 Sv/h). (Potem myłem je i myłem, ale to wszystko na nic. Musiałem oddać je na cmentarzysko)… Jechaliśmy wokół Prypeci: od 10 do setek milirentgenów na godzinę (0,1-1 mSv/h). I wiał wiatr ze strony elektrowni. Pilnie wróciliśmy do budynku administracyjnego elektrowni. Zgłosiliśmy do oficera dyżurnego w kwaterze obrony cywilnej regionu wyniki naszego rozpoznania…”

Powyższy cytat pochodzi z artykułu, który został opublikowany w czasopiśmie „Lustro tygodnia” z 23 kwietnia 1999 r.

Władimir Musiec

A tak pierwsze chwile po awarii wspominał inny uczestnik wydarzeń – dowódca jednostki wojskowej nr 74939 stacjonującej w Czarnobylu-2, pułkownik Władimir Musiec:

„Tej nocy o koło godz. 3.00 zadzwonił do mnie szef wydziału specjalnego i poinformował, że w elektrowni doszło do wypadku. Kilka minut później już jechałem do Prypeci. Na drodze Czarnobyl-Prypeć promieniowanie osiągało 0,3 rentgenów na godzinę (0,003 Sv/h). Następnie, gdy zbliżaliśmy się do elektrowni, mierzyliśmy promieniowanie na okrągło. W pobliżu steli-proporca było 10 rentgenów na godzinę (0,1 Sv/h), nieco dalej – 80 (0,8 Sv/h), a w pobliżu mostu – 10 (0,1 Sv/h), przed miejskim komitetem wykonawczym od 0,2 do 0,4 R/h (0,002-0,004 Sv/h). Następnie na wniosek administracji miasta Prypeć wraz z szefem ochrony chemicznej przeprowadziłem rozpoznanie radiacyjne w mieście i w jego pobliżu. W centrum promieniowanie wynosiło 0,5-1 rentgena na godzinę (0,005-0,01 Sv/h), w porcie na plaży – 1 (0,01 Sv/h), przy zakładach radiowych – do 5 (0,05 Sv/h), na stacji kolejowej w Janowie – 6 (0,06 Sv/h), przy składzie oleju opałowego – 20 (0,2 Sv/h), w pobliżu stołówki pracowników budowlanych, w odległości 400-500 metrów od reaktora, na stronie zawietrznej – 100-110 R/h (1-1,1 Sv/h)”.

Wspomnienia ukazały się w czasopiśmie „Głos Ukrainy” z 26 kwietnia 2013 r.

Wołodymyr Grebeniuk

26 kwietnia 1986 r. około godz. 10.00 do Prypeci przybył z Kijowa oddział 427. Zmechanizowanego Pułku Obrony Cywilnej. Oddziałowi temu dowodził pułkownik Wołodymyr Grebeniuk. Oto co powiedział pracownikowi Muzeum Narodowego „Czarnobyl” w Kijowie: „Małomuż, drugi sekretarz komitetu regionalnego partii, był starszym w komitecie wykonawczym miasta, a ja nie znalem innych osób. Wśród wojskowych – generała Bondarczuka, szefa sztabu obrony cywilnej ZSRR. (Małomuż – przyp. red.) rozkazał przeprowadzenie rozpoznania w mieście. Szybko podzieliłem oficerów na pięć tras. Wręczyłem im wielkoskalowe plany miasta Prypeci (które przekazał mi przewodniczący komitetu wykonawczego Wołoszko) i praca się rozpoczęła. Około godz. 12.00 zaczęły napływać pierwsze dane. W pierwszym i trzecim mikrorejonie od 20 do 200 milirentgenów na godzinę (0,2-2 mSv/h), w czwartym i piątym – nieco mniej. Dla zawodowych naukowców nuklearnych te liczby zdawały się być zbyt duże. W tym czasie Małomuż przygotował już raport o sytuacji w Prypeci. Przeczytałem przez ramię generała Bondarczuka „To i to się stało, jedna osoba zmarła. Poziom skażenia promieniotwórczego 0,9-1,2 mikrorentgenów (0,009-0,012 µSv). Mamy milirentgeny, a w raporcie – mikrorentgeny. To tysiąckrotna różnica. Nie wiem, jaki raport trafił do Kijowa i Moskwy… Wieczorem, w niektórych miejscach nasze urządzenia DP-5 już nie wskazywały milirentgenów ale rentgeny”.

Historia pułkownika Grebeniuka jest wymownie zilustrowana mapą sytuacji radiacyjnej w mieście 26 kwietnia 1986 r., którą przekazał do Muzeum Narodowego „Czarnobyl” w Kijowie. Ten wyjątkowy dokument jest przechowywany w specjalnym sejfie. Niestety nie może on trafić na ekspozycję – skażenie mapy wciąż przekracza dopuszczalne normy aż 30 razy.

Poza Worobiowem i Musiecem i oficerami pułku z Kijowa rekonesans radiacyjny w Prypeci przeprowadzili także oficerowie sztabu głównego obrony cywilnej regionu kijowskiego, pracownicy zakładów Jupiter, a także specjaliści wielu ministerstw i departamentów, którzy zaczęli docierać na miejsce awarii po południu 26 kwietnia. Zebrane dane przekonująco wykazywały, że poziomy promieniowania w Prypeci stale rosły i już dawno osiągnęły poziomy niebezpieczne dla mieszkańców.

Zobacz mapę

Materiał powstał we współpracy z Muzeum Narodowym „Czarnobyl” w Kijowie. Zapraszamy na strony internetowe muzeum chornobylmuseum.kiev.ua oraz jego profil na Facebooku.

Mogilniki wokół elektrowni