Rostysław Omeljaszko: Takie informacje rozrywają serce. Jestem związany z tym miejscem od blisko 30 lat

– Mam w planach jeszcze w tym roku, ale później – raczej jesienią, zrobić ekspedycję objazdową, aby wszystkie miejsca odwiedzić i zobaczyć, co się w nich zachowało – tak sprawę ostatnich pożarów w Zonie komentuje w rozmowie z Licznikiem Geigera Rostysław Omeljaszko, który od wielu lat prowadzi ekspedycje archeologiczne i etnograficzne w Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia. Założyciel i szef Państwowego Naukowego Centrum Ochrony Dziedzictwa Kulturowego przed Skutkami Katastrof Technologicznych podkreśla, że informacje wielotygodniowej walce z ogniem w Zonie rozrywały mu serce, gdyż od wielu lat jest związany z tym miejscem. „Znam tam każdą wieś i każdą drogę” – zaznacza.

Tomasz Róg: Czy może Pan określić rozmiary ostatnich pożarów, które trawiły Czarnobylską Strefę Wykluczenia? Porównać do wcześniejszych pożarów jeszcze z lat 90. ubiegłego wieku czy tych z początku XXI stulecia?

Rostysław Omeljaszko: Wcześniej tak wielkiego pożaru nie było. Ten ostatnie pożary były największe. Według informacji ogień objął 11,5 tysiąca hektarów powierzchni.

Niektórzy mówią, że nawet 60 tysięcy hektarów.

Tu trzeba podkreślić, że pożary objęły również obwód żytomierski. Tam spłonęła m.in. wieś Żurba i znajdująca się w niej cerkiew. Równie unikalna jak cerkiew w Tołstym Lesie, która spłonęła w 1996 r. Ślad po niej to zdjęcie na naszej ekspozycji w Czarnobylu. Teraz nie ma także cerkwi w Żurbie.

A jakie pojawiały się w pańskiej głowie myśli, gdy w ostatnich tygodniach słyszał Pan kolejne informacje o pożarach, kolejnych dniach walki z ogniem, kolejnych spalonych miejscach?

Takie informacje rozrywają serce. Pewnie, że tak. Jestem związany z tym miejscem od blisko 30 lat. Znam tam każdą wieś i każdą drogę.

Czy możemy już powiedzieć o największych stratach w Zonie?  Dochodzą do nas informacje o spalonych wsiach Krzywa Góra, Buda Warowiczi, Tołstyj Las…

Jeszcze wszystkich miejsc nie mamy potwierdzonych. Krzywa Góra spłonęła. Tam był bardzo ciekawy cmentarz. Niestety nie wiem, czy się zachował, czy też nie. Było tam też kilka ciekawych domów krytych strzechą. Była tam też miejscowość Iłownica…

Słyszałem, że również spłonęła.

Jedni mówią, że spłonęła całkowicie, inni, że nie. Trzeba tam pojechać i wszystko sprawdzić, bo tam było jeszcze kilka pamiątek. Podobnie w Łubiance są kolejne pamiątki. Prawdopodobnie Łubianka nie spłonęła teraz. Płonęły natomiast okolice radaru pozahoryzontalnego Duga i miasteczka Czarnobyl-2. „Zrudziałego lasu” już nie ma.

A co te pożary i straty – z punktu pańskiej pracy – oznaczają dla kultury Polesia?

Kultura materialna, eksponaty – to wszystko, co przez 25 lat mogliśmy wziąć, to zabraliśmy. To wszystko jest u nas. Są też fotografie, zapisy. Jednak na tych terenach zostało jeszcze sporo starych budowli – z XIX w. i początku XX w.

No właśnie. Te stare domy. Tych zabytków dawnej kultury nie udało się przenieść i zachować…

Problem w możliwościach finansowych. Gdybyśmy mieli fundusze, to jeszcze w latach 90. moglibyśmy skansen na wzór kijowskiego skansenu Pyrohiw przygotować. W Zonie były unikalne miejsca, ale przez te 30 lat wszystko, co było kryte strzechą czy słomą, uległo zniszczeniu. Jeszcze jest 10, no może 15 takich zabytków.

Jakie plany na przyszłość ma prowadzona przez Pana instytucja?

Na razie z powodu kwarantanny nie możemy tam jeździć. Mam w planach jeszcze w tym roku, ale później – raczej jesienią, zrobić ekspedycję objazdową, aby wszystkie miejsca odwiedzić i zobaczyć, co się w nich zachowało.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.


Rostysław Omeljaszko od wielu lat prowadzi ekspedycje archeologiczne i etnograficzne w Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia. Założyciel i szef Państwowego Naukowego Centrum Ochrony Dziedzictwa Kulturowego przed Skutkami Katastrof Technologicznych. Jego ekspozycja pt. „Pamięć o ojczystym kraju”, którą można oglądać w samym centrum Czarnobyla opowiada o kulturze Polesia do czasów awarii w elektrowni jądrowej.

Mówią wieki, czyli wyjątkowa ekspozycja w sercu Czarnobyla