Nic wielkiego się nie stało?

W piątek, 24 kwietnia w siedzibie administracji strefy wykluczenia odbył się briefing poświęcony sytuacji pożarowej. Na podstawie oficjalnego komunikatu z tego wydarzenia można – być może mylnie – odnieść wrażenie, że według zarządu Zony tak naprawdę nic wielkiego tam się nie stało.

Nowy szef Państwowej Agencji Ukrainy ds. Zarządzania Strefą Wykluczenia Siergiej Kałasznik stwierdził, że w rezultacie pożarów nie doszło do uszkodzenia żadnego obiektu tzw. infrastruktury krytycznej w Zonie, tj. m.in. elektrowni, przechowalników czy zakładów przetwarzania odpadów radioaktywnych. Wszystkie przedsiębiorstwa, które obsługują te obiekty, działają w normalnym trybie.

Kałasznik zaznaczył, że w strefie wykluczenia występuje zwiększone ryzyko pożarowe, a wpływ na to mają m.in. globalne zmiany klimatu – bardzo sucha zima i wiosna. Podkreślił, że konieczne jest poprawienie szybkości reakcji służb odpowiedzialnych za bezpieczeństwo pożarowe. Dodał, że konieczne jest do tego stosowanie nowoczesnych technologii – dronów i kamer termowizyjnych.

Michaił Bajtał, szef departamentu ds. zabezpieczenia barierowej funkcji strefy wykluczenia, funduszu przyrodniczo-rezerwatowego, bezpieczeństwa radiologicznego, a także ochrony ludności i pracy w zarządzie Zony stwierdził, że sytuację z gaszeniem pożarów komplikowała częsta zmiana kierunku wiatru, a także brak dróg przeciwpożarowych w wielu miejscach.

Dyrektor generalny przedsiębiorstwa „Ekocentr” Siergiej Kiriejew zaznaczył, że system zautomatyzowanej kontroli sytuacji radiacyjnej w Zonie działa poprawnie i żadna stacja wokół miejsc dotkniętych przez pożary nie zarejestrowała przekroczeń poziomów kontrolnych. Co więcej przeprowadzone wśród strażaków i ratowników testy nie wykryły w ich organizmów u nich podwyższonej wartości izotopu Cezu 137.

W tej części briefingu nie było niczego zaskakującego. Niesprzyjająca pogoda, zawalone drogi dojazdowe zrobiły swoje, ale nie ucierpiały żadne istotne obiekty w Zonie z punktu widzenia bezpieczeństwa radiacyjnego i sytuacja radiacyjna jest pod kontrolą. Natomiast ciekawe rzeczy powiedzieli dwaj kolejni rozmówcy.

Dyrektor Czarnobylskiego Radiacyjno-Ekologicznego Rezerwatu Biosfery Aleksandr Gałuszczenko zaznaczył, ze wedłgu wstepnych szacunków pożary dotknęly 11,5 tysiąca hektarów w południowo-zachodniej częsic rezerwatu, co stanowi około 5 proc. jego terytorium. Warto podkreślić, że zaprezentował wstępne dane z piątku, 10 kwietnia. Według danych przekazywanych w czwartek, 23 kwietnia obszar objęty pożarami może wynosić nawet 60 tys. ha.

Dodał, że jeśli chodzi o straty, to zniszczone zostały pewne społeczności roślinne. Natomiast jeśli chodzi o faunę, to „negatywny wpływ nie jest istotny”. Powiedział, że gniazda większości ptaków były puste, a zwierzęta kopytne i duże ssaki uciekły. Czytamy w komunikacie, że „w najbliższych miesiącach pogorzeliska znów zostaną zamieszkałe i wróci tam życie”.

Z kolei Kiryło Harnyk, zastępca dyrektora Organizacyjno-Technicznego i Informacyjnego Centrum Zarządzania Strefą Wykluczenia, „uspokoił” wszystkich miłośników Zony. W wyniku pożarów utracono tylko jeden obiekt udostępniony oficjalnie odwiedzającym strefę wykluczenia – obóz pionierów „Bajkowy”. Harnyk zaznaczył, że po zakończeniu kwarantanny odwiedzający będą mogli zwiedzać Zonę bez przeszkód.

Tu warto podkreślić, że obóz wypoczynkowy „Szmaragdowy”, czy centrum wsi Lelów, nie znajdują się na oficjalnych trasach udostępnionych turystom. Czyli nic istotnego nie spłonęło! Nie podano szczegółowych informacji o wsiach i miejscach, które zostały spalone lub uszkodzone w pożarach. Te dane zostaną udostępnione później. Czyli też nie są zbyt istotne!

Tekst podsumowujący briefing można przeczytać tutaj, a poniżej zapis wideo tego spotkania:

„W tej chwili nie ma otwartego ognia”, ale…