Od kilku dni ukraińscy strażacy, ratownicy i leśnicy walczą z pożarami w Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia. Ogień objął już obszar o powierzchni około 1200 hektarów. To zagrożenie nie tylko dla lasów, ale także dla zwierząt żyjących na terenie strefy. W ostatnich dniach ratownicy pomogli trzem młodym łosiom.
Według informacji Czarnobylskiego Radiacyjno-Ekologicznego Rezerwatu Biosfery z poniedziałku, 11 maja, działania gaśnicze prowadzone są na terenach nadleśnictw Korogodskiego, Opaczyckiego, Teremciwskiego i Paryszewskiego. Dwa ostatnie znajdują się po lewej stronie rzeki Prypeć.
Sytuacja jest stale monitorowana wzdłuż rzek Prypeć i Uż. Do wykrywania nowych ognisk wykorzystywane są drony i łodzie patrolowe. W akcji bierze udział blisko 330 osób i niemal 80 jednostek sprzętu.
Przy okazji pożarów w strefie regularnie wraca pytanie o poziom promieniowania. Według służb pozostaje on w normie. Tegoroczne działania przynoszą jednak także historie, które pokazują inną stronę walki z żywiołem.
8 maja ratownicy znaleźli przy leśnej drodze młodego łosia, który najprawdopodobniej stracił matkę. Zwierzę było zbyt słabe, by samodzielnie się poruszać. Około trzytygodniowy samiec trafił do parku safari Medvyno we wsi Hornostajpil, niedaleko strefy. Opiekunowie próbują ograniczyć skutki stresu i możliwego zatrucia dymem.
Dzień później pracownicy organizacji Clean Futures Fund uratowali kolejnego łosia. Zwierzę, uciekając przed ogniem, zaplątało się w siatkę i nie mogło się wydostać. Było wyczerpane, ranne i pogryzione przez kleszcze. Ono również trafiło do Medvyno, gdzie przechodzi leczenie i rehabilitację.
Trzecią interwencję przeprowadzono w niedzielę, 10 maja. Młody łoś utknął w siatce antydronowej. Zwierzę było wystraszone i wyczerpane, a jego matka przez cały czas pozostawała w pobliżu. Nie uciekła — stała obok i czekała. Ratownicy z jednostki w Czarnobylu ostrożnie uwolnili zwierzę, starając się go dodatkowo nie stresować. Gdy tylko łoś wydostał się z pułapki, od razu pobiegł w stronę matki.



