Licznik Geigera

Tomasz Pezold Knežević: Czarnobyl czeka na żubry. W Europie nie ma drugiego takiego miejsca

Fot. Archiwum Tomasza Pezolda Kneževicia

W lutym 2022 r. wszystko było gotowe. Pierwsze żubry miały wyruszyć z Polski do Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia – miejsca, które przyrodnicy uważają za jeden z najcenniejszych i najbardziej perspektywicznych obszarów dla ochrony tego gatunku w Europie. Plany przekreśliła rosyjska inwazja na Ukrainę. O tym, dlaczego Zona mogłaby stać się nowym domem dla żubrów i czy mimo trwającej wojny projekt ma jeszcze szansę doczekać się realizacji, rozmawiamy z Tomaszem Pezoldem Kneževiciem, specjalistą ochrony przyrody i pomysłodawcą przedsięwzięcia.

Tomasz Pezold Knežević – od ponad 20 lat zajmuje się ochroną przyrody, z czego ponad 15 lat to doświadczenie międzynarodowe – w organizacjach takich jak Międzynarodowa Unia Ochrony Przyrody (IUCN), Światowy Fundusz na Rzecz Przyrody (WWF) oraz jako niezależny konsultant w kilkunastu krajach i terytoriach.
Specjalizuje się w tworzeniu i zarządzaniu obszarami chronionymi – od planowania i finansowania, przez zarządzanie turystyką, po tworzenie obszarów prywatnie chronionych, współpracę transgraniczną oraz Obszary Światowego Dziedzictwa UNESCO.

Od wielu lat aktywnie działa w strukturach Światowej Komisji ds. Obszarów Chronionych (WCPA) przy IUCN, angażując się w prace jej grup specjalistycznych. Koordynował projekty reform systemów ochrony przyrody i transformacji sektora leśnego, doradzając rządom i organizacjom pozarządowym. Uczestniczył w tworzeniu parków narodowych, Obszarów Światowego Dziedzictwa i innych form ochrony przyrody.

Obecnie koncentruje się na nadzorowaniu, kierowaniu i wspieraniu inicjatyw związanych ze zrównoważonym zarządzaniem krajobrazami leśnymi i ochroną przyrody. W 2025 r. dołączył do organizacji Rewilding Oder Delta jako Head of Wilder Nature.


Tomasz Róg: Czarnobylska Strefa Wykluczenia. Wiele osób twierdzi, że to taki „raj dla przyrody” – oczywiście z zaznaczeniem, że przyroda dalej walczy ze skutkami awarii z 1986 r. Po stronie ukraińskiej z dobrym skutkiem zasiedliły się konie Przewalskiego, żyją łosie, wilki i niedźwiedzie. Mamy też zdziczałe stado krów, które – z tego co słyszałem – całkiem dobrze sobie radzi. To był sygnał dla państwa, że może warto do tego ekosystemu wprowadzić żubry?

Tomasz Pezold Knežević: Impulsem do reintrodukcji żubra w Czarnobylskiej Strefie Wykluczenia był plan ochrony gatunku w całej Europie. Publikacja została wydana w 2004 r. przez Międzynarodową Unię Ochrony Przyrody (IUCN), dla której na początku lat 2000 zacząłem pracować. Dokument sugerował, że strefa wykluczenia po stronie ukraińskiej jest jednym z lepszych miejsc do reintrodukcji i poszerzania europejskiej populacji żubrów.

Musimy sobie zdać sprawę z tego, że drugiego takiego miejsca jak strefa wykluczenia po prostu w Europie nie ma. I to głównie ze względu na skalę tego obszaru, bo mówimy tu w sumie o prawie pół miliona hektarów – mniej więcej po połowie po stronie białoruskiej i stronie ukraińskiej.

To rzeczywiście wyjątkowa skala.

To prawdziwa dzikość na ogromnym obszarze. To właśnie pokazuje siłę natury. Gdy po katastrofie wysiedlono ludzi, to zwierzęta takie jak ryś, wilk, łoś, niedźwiedź, które były tam nieobecne przez wiele lat, bo tam odbywała się normalna gospodarka leśna, rolna itd., zaczęły tam bardzo szybko wracać i budować silne populacje.

Konie Przewalskiego pojawiły się tam w latach 90. ubiegłego wieku. Zostały tam przetransportowane z rezerwatu Askania Nowa na Ukrainie. Ta populacja sobie tam świetnie radzi. Jest też stado zdziczałych krów, które miałem okazję zobaczyć. Natomiast z żubrem sprawa jest trochę „trudniejsza” niż z takimi gatunkami jak wilk, ryś czy niedźwiedź. Żubry nie są na tyle mobilne, żeby pokonywać duże dystanse.

Na Białorusi wprowadzono żubry. One są tam już kilkadziesiąt lat i tworzą całkiem dużą, stabilną populację. Nawet zdarzało się, że samce przechodziły na stronę ukraińską, ale dosyć szybko wracały. Warunki terenowe sprawiają, że naturalne utworzenie populacji po stronie ukraińskiej jest mało prawdopodobne.

Można powiedzieć, że żubr to brakujący element w przyrodniczej układance gatunków. Ten żubr, który pełni istotną funkcję ekologiczną i jest jedynym z dużych zwierząt, których de facto tam brakowało.

Można powiedzieć, że żubr to brakujący element w przyrodniczej układance gatunków. Ten żubr, który pełni istotną funkcję ekologiczną i jest jedynym z dużych zwierząt, których de facto tam brakowało.

Mamy też zapiski historyczne, mówiące o tym, że żubry żyły na Polesiu do XVIII wieku.

Tak. Były tam obecne, ale podobnie jak w wielu innych częściach Europy zostały wytępione. Tymczasem warunki siedliskowe są dla nich bardzo dobre. Mozaika terenów otwartych i lasów to środowisko wręcz stworzone dla żubra.

Warto w tym miejscu odnieść się do liczb. Kiedy zacząłem rozwijać ten projekt, konsultowałem się z wieloma ekspertami. Dziś w wolnych populacjach w Europie żyje około 10 tysięcy żubrów. Tymczasem według szacunków sama ukraińska część strefy wykluczenia mogłaby w przyszłości utrzymać nawet 4–5 tysięcy osobników. To pokazuje, jaki jest potencjał tego miejsca.

To też dobre miejsce zabezpieczenia gatunku żubra przed ryzykiem masowych chorób. Strefa wykluczenia jest izolowana – ma swoje granice, jest też granica z Białorusią.

Dokładnie o to chodzi. To kwestia problemów stosunkowo niewielkiej puli genetycznej, bo populacja tych blisko 10 tys. sztuk pochodzi od kilku osobników. Strategia utrzymania tego gatunku, który praktycznie wyginął, polega na tym, żeby tworzyć jak najwięcej stad wolnościowych w jak największym zasięgu geograficznym.

A jak wygląda linia czasu – od pierwszego pomysłu, przez rozeznanie, po próbę zapisania projektu reintrodukcji żubra, do przewiezienia tego gatunku do Czarnobylskiej Strefy Wykluczenia?

Ja zacząłem pracę w IUCN w 2003 r., rok później ukazała się publikacja, o której wcześniej mówiłem. Gdy pojawiłem się w Czarnobylu, próbowałem ten temat „sprzedać” szefom. Wtedy ten pomysł został odrzucony na zasadzie: „Słuchaj, tam jest ta radioaktywność, nie dotykajmy tego”.

Jednak pomysł cały czas chodził mi po głowie. Gdy w 2018 r. zacząłem pracować w WWF Polska, to kierowałem zespołem zajmującym się obszarami chronionymi, w tym Puszczą Białowieską. Jednym z działań, które przejąłem, była współpraca z WWF w Ukrainie. Pomysł „sprzedałem” ludziom z ukraińskiego WWF, a oni go podchwycili. Pod koniec 2018 r. i w 2019 r. zaczęliśmy już bardziej konkretnie nad nim pracować.

Najpierw stworzyliśmy pierwszą ocenę sytuacji żubra w Ukrainie. To było dodatkowym argumentem przemawiającym za tym, aby ten proces reintrodukcji w strefie wykluczenia rozpocząć.

Kolejnym krokiem było zbudowanie partnerstwa kluczowych podmiotów, bo zasadniczo to nie jest prosta sprawa, żeby takiej translokacji dokonać. Były więc dwa biura WWF-u, czyli polskie i ukraińskie, administracja Czarnobylskiego Radiacyjno-Ekologicznego Rezerwatu Biosfery, a po stronie polskiej współpracowaliśmy ze Stowarzyszeniem Miłośników Żubrów – organizacją powiązaną ze Szkołą Główną Gospodarstwa Wiejskiego w Warszawie, a także z Białowieskim Parkiem Narodowym.

Zbudowaliśmy partnerstwo, zaczęliśmy uzyskiwać pozwolenia z obu ministerstw w obu krajach na tę translokację, rozpoczęły się przygotowania do łapania żubrów w Puszczy Białowieskiej… I uderzyła pandemia. Zamknięto granicę między Polską a Ukrainą, więc musiałem zatrzymać ten projekt.

Na nowo rozpoczęliśmy działania na początku 2021 r. Dodatkowo zbudowaliśmy zagrodę aklimatyzacyjną w strefie wykluczenia. Cały proces polega na tym, że zwierzęta przewozi się późną zimą. One czas do wiosny spędzają w tej zagrodzie, a gdy przychodzi wiosna i rozpoczyna się wegetacja, to wypuszcza się je do środowiska.

Wszystko było już zapięte na ostatni guzik. Mieliśmy partnerstwo, wszystkie pozwolenia z odpowiednich instytucji i ministerstw, a także z Głównego Inspektoratu Ochrony Środowiska. Zaczęliśmy w Białowieskim Parku Narodowym łapać te zwierzęta. Transport tirem był już zorganizowany. To było w lutym 2022 r. Duży niefart. Na parę dni przed 24 lutego było wiadomo, że coś się szykuje, zwłaszcza to wejście rosyjskich wojsk właśnie od strony Czarnobyla. Dosłownie na pięć dni przed pełnoskalową inwazją musiałem zatrzymać ten projekt.

Na parę dni przed 24 lutego było wiadomo, że coś się szykuje, zwłaszcza to wejście rosyjskich wojsk właśnie od strony Czarnobyla. Dosłownie na pięć dni przed pełnoskalową inwazją musiałem zatrzymać ten projekt.

Czyli te zwierzęta były już złapane i przygotowane do transportu?

Pierwszym transportem do tira chcieliśmy załadować 10 sztuk tych zwierząt, bo tak się zazwyczaj robi. Plan był taki, żeby w pierwszym roku przewieźć 10 żubrów, a potem co roku dowozić kolejne. Bodajże dwa lub trzy już zostały złapane w Puszczy Białowieskiej.

Gdzie miały spędzić pierwsze tygodnie po przyjeździe?

Woliera została przygotowana na zachód od Czarnobyla, bliżej granicy z Białorusią, mniej więcej w środku strefy. Miejsce zostało specjalnie wybrane. Wzięto pod uwagę właśnie to, żeby te zwierzęta przebywały stosunkowo głęboko w strefie. Oczywiście brano pod uwagę również rozkład promieniowania.

Woliera na szczęście nie została uszkodzona przez wojska agresora. Co nie oznacza, że ona będzie się nadawała, bo to generalnie były drewniane słupy z metalową siatką, więc pewnie trzeba to będzie odświeżyć.

Wojna zatrzymała proces reintrodukcji żubrów w strefie wykluczenia. Jaki teraz jest horyzont czasowy, aby jednak ten pomysł – pomimo pełzającej lub nierozstrzygniętej wojny – doprowadzić do końca?

Ja to traktuję jako projekt życia – pewnie największy czy najbardziej istotny. Jeżeli to zostanie zrobione, to będzie to jeden z najbardziej spektakularnych w historii projektów ochrony przyrody w Europie. Chodzi o tę skalę – ile tych żubrów tam docelowo mogłoby być.

Pozostaje pytanie – kiedy? Ja w 2022 r. przeszedłem z polskiego WWF do struktury międzynarodowej – WWF Central & Eastern Europe i pracowałem w pięciu krajach regionu Europy Środkowo-Wschodniej, włączając w to Ukrainę. Rozmawiałem z koleżankami i kolegami z Ukrainy, ale także z ludźmi z czarnobylskiego rezerwatu. To był przełom 2022 i 2023 r.

Zaczęliśmy się zastanawiać, czy nie miałoby sensu zrobienie tego już wtedy, czyli w czasie trwającej pełnoskalowej wojny. Ukraińcy patrzyli w ten sposób – jest wojna, ale też toczy się życie. Takim projektem mogliby pokazać, że mimo wojny naród ukraiński takie rzeczy robi. To mogłoby mieć pozytywny wydźwięk, budujący ducha w narodzie. Jednak w strukturze międzynarodowej WWF narastała obawa, że PR-owo nie będzie to dobrze wyglądać. Projekt został odłożony na półkę.

Teraz pracuję dla innej organizacji, która się nazywa Rewilding Oder Delta i jest częścią europejskiej sieci Rewilding Europe. W jej strukturach próbuję rozpatrzyć, czy nie można by było zrestartować tego projektu stosunkowo szybko nawet podczas wojny. Oczywiście mając na uwadze to, że ten obszar nie jest na linii frontu.

Ja to traktuję jako projekt życia – pewnie największy czy najbardziej istotny. Jeżeli to zostanie zrobione, to będzie to jeden z najbardziej spektakularnych w historii projektów ochrony przyrody w Europie. Chodzi o tę skalę – ile tych żubrów tam docelowo mogłoby być.

Na szczęście Rosjanie przebywali w strefie wykluczenia tylko przez pierwszy miesiąc inwazji.

Dokładnie. Niedawno skontaktowałem się z człowiekiem, który jest moim partnerem po stronie czarnobylskiego rezerwatu. We wrześniu pojadę do Kijowa na coroczną konferencję o przyrodzie w strefie wykluczenia. Mam nadzieję, że uda się nam porozmawiać na ten temat. Jeżeli będzie zainteresowanie ze strony ukraińskiej, to kto wie – może nawet najbliższej zimy spróbujemy to zrobić.

A jak wygląda finansowanie tego projektu?

To wbrew pozorom nie są duże pieniądze. Budowa zagrody to koszt rzędu 20–30 tys. zł. Jedzenie na czas pobytu w zagrodzie aklimatyzacyjnej – buraki, siano, marchewka – to też nie są duże pieniądze. Transport to koszt rzędu 10 tys. zł. I to w zasadzie tyle. Oczywiście planowaliśmy na przyszłość sprawy monitoringu czy kwestie bardziej naukowe, ale to już przy zaangażowaniu ukraińskich ekspertów. Ale co najistotniejsze – same żubry są za darmo.

Zwierząt jest dużo. W rejonie Puszczy Białowieskiej i w paru innych miejscach są nadwyżki. Żubry wypełniły tę niszę środowiskową i trzeba dla nich szukać nowych miejsc. Są transportowane do innych krajów. W oddziałach organizacji, w której pracuję, w Rumunii i Bułgarii, też pozyskują żubry z Polski. Żubry są chętnie oddawane bez żadnych kosztów.

Jeśli uda mi się teraz przeforsować projekt w ramach Rewilding Europe, to będziemy w stanie zrobić coś takiego ze środków własnych.

Rozumiem, że mówimy o reintrodukcji żubrów nizinnych z linii białowieskiej, tak? Pytam, gdyż spotkałem się z takimi informacjami, że w przypadku żubrów po stronie białoruskiej, nie mamy pewności, że są to zwierzęta czystej krwi nizinnej, czy nie ma tam krzyżówek żubra nizinnego z żubrem kaukaskim. Nie boicie się, że przy reintrodukcji żubra do ukraińskiej części strefy wykluczenia istnieje ryzyko kontaktu z żubrami z Białorusi i w konsekwencji do utraty czystości krwi osobników linii białowieskiej?

Takie ryzyko jest. Jednak prawdopodobnie jest ono niewielkie, bo to jest fizycznie dość trudne dla tych żubrów. Znamy topografię białorusko-ukraińskiej granicy – jest rzeka, są mokradła.

To prawda. Tak samo jak białoruskie żubry – jeszcze przed postawieniem zapory na granicy – nie chciały przechodzić na naszą stronę z powodu istnienia tzw. „sistiemy”, czyli sowieckiego systemu ochrony granic. Żubry białoruskie nie mieszają się więc z polskimi.

Na granicy ukraińsko-białoruskiej też już są umocnienia, może nie tak solidne jak na naszej granicy z Białorusią, ale to dodatkowa bariera. Na Białorusi rzeczywiście te żubry były mieszane. W tej kwestii są dwie szkoły – falenicka i otwocka. Jedni eksperci chcą cały czas izolować te populacje – nizinne i kaukaskie. Są też tacy, którzy twierdzą, że genetycznie nie ma już naprawdę większego znaczenia, a dla samego gatunku byłoby lepiej, żeby one się mieszały, bo ta pula genowa będzie się rozszerzać. Ryzyko jest, ale niewielkie, a jeżeli nawet by to się stało, to też nie będzie żadnej tragedii.

Ale w kontekście zabezpieczenia gatunku przed ryzykiem masowych chorób, to jednak strefa wykluczenia nie jest zupełnie odizolowanym od człowieka miejscem. Pracują tam ludzie, jeszcze przed wojną wjeżdżały tam wycieczki, dalej wpuszczane są pojedyncze grupy. Jak oceniacie to ryzyko?

Żubry w strefie wykluczenia będą miały dużo mniejszą styczność z człowiekiem niż na obszarach, w których obecnie występują w Polsce, np. w Puszczy Białowieskiej. Zagrodę zbudowaliśmy w takim miejscu, że tam „pies z kulawą nogą nie zagląda”, a jeśli chodzi o ludzi – pewnie jedynie ludzie z rezerwatu lub inni naukowcy. Już to powoduje, że ten kontakt będzie ograniczony.

My ze swej strony oczywiście zrobiliśmy analizy pod kątem potencjalnych pasożytów czy innych organizmów, które mogłyby powodować choroby u żubrów. Same zwierzęta były i będą sprawdzone przed wyjazdem z Polski – weterynaryjnie, genetycznie itd. Wszystko po to, by te ryzyka zminimalizować.

Tutaj taką ciekawostkę powiem, że wtedy, kiedy chcieliśmy po raz pierwszy przewieźć żubry do strefy wykluczenia, rozpatrywano wyeliminowanie stada dzikich krów. Niektórzy eksperci twierdzili, że mogłyby one stanowić potencjalne źródło chorób dla żubrów, z którymi te krowy mogą wejść w interakcję. Natomiast dzisiaj, jeśli miałbym to robić ponownie, to ja bym te krowy zostawił.

Zagrodę zbudowaliśmy w takim miejscu, że tam „pies z kulawą nogą nie zagląda”, a jeśli chodzi o ludzi – pewnie jedynie ludzie z rezerwatu lub inni naukowcy.

Wychodząc w przyszłość. Czy będzie to ta zima, czy kolejne lata – przewozimy pewną pulę żubrów do strefy wykluczenia. W jakiej perspektywie czasowej będzie można ocenić, że projekt reintrodukcji się powiódł? Albo jaki przyrost nowych zwierząt będzie satysfakcjonujący?

Doświadczenia z innych miejsc – czy to z Puszczy Białowieskiej, czy szerzej z Podlasia, ale też przykładowo z Pomorza Zachodniego, gdzie od 20 lat jest prowadzony projekt wzmacniania populacji żubra – pokazują, że ta liczba jest zależna od dowożonych osobników do mniej więcej 100 osobników. Jak się ten próg przekroczy, to następuje stosunkowo szybki wzrost populacji ze względu na rozmnażanie się zwierząt.

W kontekście strefy wykluczenia ja bym widział to w ten sposób, że co roku jeden tir z około 10 osobnikami byłby dowożony. W międzyczasie oczywiście rodzą się młode żubry. Gdy to osiągnie poziom, w którym nastąpi eksplozja rozrodczości, to wtedy można te zwierzęta zostawić same sobie. Tu mówimy raczej o dekadach – wtedy populacja mogłaby tam dojść do kilku tysięcy osobników.

Reintrodukcja żubra w Czarnobylu. Projekt, który czeka na wznowienie