„Towarzyszu sekretarzu, pozwólcie mi zabić trzy osoby!”

W miniserialu telewizji HBO i Sky pt. „Czarnobyl”, a także w zapowiedzi rosyjskiego filmu pt. „Czarnobyl. Otchłań” przedstawiona została historia otwarcia zaworów basenu barbotażowego pod zniszczonym reaktorem czarnobylskiej elektrowni. Jak emocjonujące kadry i mocne słowa mają się do rzeczywistości? Oto krótkie wyjaśnienie, które przygotowali pracownicy Muzeum Narodowego „Czarnobyl” w Kijowie.

Materiał powstał we współpracy z Muzeum Narodowym „Czarnobyl” w Kijowie.

„ (…) Pomiędzy 3 a 6 maja w Kijowie rozniosły się plotki. Mówiono, że w elektrowni ma nastąpić wybuch, ponieważ temperatura w reaktorze wzrosła do maksymalnych wartości, a topiący się rdzeń po przejściu przez betonową powłokę może spotkać się z wodą, która zgromadziła się pod czwartym blokiem, a wtedy… Najbardziej zdumiewające jest to, ze te plotki miały uzasadnione podstawy” – tak Jurij Szczerbak opisał w swojej powieści pt. „Czarnobyl” sytuację w stolicy Ukrainy w majowe dni 1986 r.

Osoby zainteresowane kwestią czarnobylską doskonale zdają sobie sprawę z tego, że ewentualnemu wybuchowi udało si zapobiec poprzez spuszczenie wody z pomieszczeń basenu rozbryzgowego (barbotażowego), który znajdował się pod ruinami reaktora numer 4, choć nie bezpośrednio pod nim.

Ten epizod został przedstawiony w miniserialu telewizji HBO i Sky pt. „Czarnobyl”. Warto zwrócić na użyty w tym serialu cytat, który rzekomo zabrzmiał na spotkaniu Biura Politycznego Komitetu Centralnego KPZR: „- Towarzyszu sekretarzu, pozwólcie mi zabić trzy osoby!”, „- Pozwalam!”. A jak było naprawdę?

Do spuszczenia wody ze zbiornika barbotażowego, w którym woda zgodnie z procesem technologicznym znajdowała się jeszcze przed awarią, konieczne było otwarcie odpowiednich zaworów. Znajdowały się one jednak pod 5-metrową warstwą wody, która zalała piwnice elektrowni. Woda znalazła się tam w rezultacie zniszczenia instalacji, prób gaszenia pożaru i chłodzenia reaktora w pierwszych godzinach po awarii.

Zadanie wypompowania wody z piwnic powierzono grupie żołnierzy z 427. Zmechanizowanego Pułku Obrony Cywilnej ZSRR z kapitanem Petrem Zborowskim na czele. W grupie tej było czterech oficerów i około 20 sierżantów i poborowych.

Po przeprowadzeniu rozpoznania w pomieszczeniach pomiędzy trzecim a czwartym energoblokiem wybrano odpowiednie miejsce do przeprowadzenia akcji wypompowania wody. Zborowski opowiedział o tym dokładnie w wywiadzie dla tygodnika „Lustro tygodnia” (ukr.: „Дзеркало тижня”) – nr 38 (207) z 19-25 września 1998 r. Wywiad można przeczytać na stronie internetowej magazynu. Niestety Zborowski zmarł w lutym 2007 r.

Kapitan wpadł na pomysł zastosowania wysokowydajnych samojezdnych pomp PNS-110. Liczba w nazwie tego urządzenia oznacza jego wydajność w litach na sekundę. Niestety takich pojazdów w pułku nie było. Musiał więc interweniować zastępca przewodniczącego Rady Ministrów ZSRR Iwan Stiepanowicz Siłajew.

W akcji wypompowywania wody wzięli udział także strażacy z Kijowa, Białej Cerkwi i Żytomierza. Ich działaniami kierował pułkownik Gienadij Afanasjew. Z ramienia obrony cywilnej nad zadaniem czuwał generał major Oleksij Sujatynow. On szczegółowo opisał przebieg wydarzeń w gazecie pt. „Momenty” (ukr. „Моменти”) z 24 kwietnia 2009 r.

Prace rozpoczęto we wtorek, 6 maja o godz. 20.00. Trwały one aż 32 godziny. Następnie strażacy zostali usunięci z terenu elektrowni, ponieważ otrzymali już nadmierne dawki promieniowania. Wtedy w piwnicach pozostało jeszcze 15-20 cm wody. Zadanie dokończyli więc żołnierze z 262. Pułku Obrony Cywilnej z Odessy pod dowództwem pułkownika Witalija Primaka.

Po wypompowaniu wody pozostało odkręcić zawory. To zadanie powierzono pracownikom elektrowni. Co istotne Borys Baranow, Aleksiej Ananienko i Walerij Bezpałow nie mieli na sobie sprzętu do nurkowania, gdyż nie było to konieczne. Używali zwykłych wojskowych kombinezonów ochronnych L-1.

Oczywiście ci ludzie wykazali się odwagą i profesjonalizmem, ale – wbrew temu co pokazano w miniserialu – nie byli ochotnikami. Otrzymali rozkaz i nikt z kierownictwa nie był zainteresowany wyrażeniem przez nich zgody na zejście do piwnic elektrowni. O taką zgodę pytano tylko pomagających w akcji strażaków. Przebieg akcji Ananienko opisał szczegółowo w swoich pamiętnikach, które przekazał do archiwum Muzeum Narodowego „Czarnobyl” w Kijowie.

Na szczęście żaden z uczestników tej operacji nie otrzymał krytycznych dawek promieniowania i wszyscy przeżyli. U ośmiu strażaków zdiagnozowano ostrą chorobę popromienną, która doprowadziła do ich hospitalizacji, długotrwałego leczenia i ostatecznie do inwalidztwa. Efekty promieniowania wpłynęły również na zdrowie innych uczestników tych wydarzeń, ale stało się to po latach.

Do dziś żyją dwaj oficerowie 427. Zmechanizowanego Pułku Obrony Cywilnej ZSRR, sześciu strażaków i dwóch z trzech pracowników elektrowni, którzy otworzyli zawory. Niestety Borys Baranow zmarł na atak serca w 2005 r. Nie wiele wiadomo o losie pozostałych żołnierzy i poborowych. Badaczom muzeum udało się skontaktować z tylko z dwójką z nich.

Wszyscy uczestnicy opisanych wydarzeń otrzymali nagrody i medale ZSRR. Dodatkowo, Ananienko, Baranow i Bezpałow w 2018 r. otrzymali ordery „Za odwagę” trzeciego stopnia, a rok później – tytuły Bohaterów Ukrainy.

Zobacz zdjęcia:

Materiał powstał we współpracy z Muzeum Narodowym „Czarnobyl” w Kijowie. Zapraszamy na strony internetowe muzeum chornobylmuseum.kiev.ua oraz jego profil na Facebooku.

Sygnał „Teodolit”