Po życie do… ula

W Liczniku Geigera kontynuujemy „przekrojową” opowieść. Tym razem streszczenie artykułu pt. „Po życie do… ula”, który pojawił się na łamach numeru 2386 tygodnika „Przekrój” z dnia 17 marca 1991 r. Izabela Pieczara opisała wówczas terapię propolisową, jaką zastosowano w Polsce na dzieciach „pochodzących z Czarnobyla”.

Po awarii w Czarnobylu wiele organizacji i państw podjęło się pomocy osobom, pochodzącym z terenów skażonych. Dzieci wysyłano na różnorakie wyjazdy sanatoryjne czy kolonie. Jeden z tego typu wyjazdów odbył się w 1990 r., a młodzi goście zza wschodniej granicy trafili do Kamiannej koło Nowego Sącza, gdzie powstało centrum apiterapii, leczące produktami pszczelimi.

„Dobrodziejstwo produktów pszczelich odczuły już dzieci dotknięte skutkami wybuchu w Czarnobylu, które latem przebywały właśnie w Kamiannej. Poddane odpowiedniej kuracji propolisowo-miodowej, dochodziły do zdrowia. Wyniki były zaskakujące, potwierdziła je medycyna. Tak, produkty pszczele ratują zdrowie, a nawet życie człowieka” – czytamy na łamach „Przekroju”.

W artykule dowiadujemy się o tym, czym tak naprawdę jest propolis i jak dużą rolę odegrał w kuracji „dzieci Czarnobyla”.

Opis małych gości ze Wschodu był jednak przerażający. Tak pisała dziennikarka „Przekroju”: „Było ich 728. W wieku od 4 do 16 lat. Wszystkie w różnym stopniu dotknięte skutkami wybuchu. Przyjechały z Wilna, Grodna, Lwowa, Rygi, Żytomierza, Mińska. Większość z nich pochodziła z polskich rodzin. Do Kamiannej dotarły w środku nocy 6 czerwca ubiegłego roku. Wycieńczone podróżą i chorobą, ubrane w dresy, pod którymi nie miały nawet bielizny. Owrzodzone, oparzone, z licznymi śladami pasożytów na ciele. Nie umiały jeść – mleko mieszały z wędliną, miodem i kapustą. Prosiły tylko o czarny chleb. Wszystkiego się bały. Nie miały siły przejść kilkadziesiąt kroków”.

Powstaje tutaj pytanie, czy doprowadziła do tego awaria w Czarnobylu, czy też jest to opis dzieci, pochodzących z najbiedniejszych rodzin.

W każdym razie, po kilku tygodniach propolisowej kuracji „nabrały rumieńców i poweselały. Przestały pytać: »Czy ja umrę, proszę księdza, bo moja koleżanka już umarła«. Nie pytał o śmierć nawet te, którym zarastały oczy, bielały dziąsła i wypadały włosy. Pod koniec pobytu przeprowadzono badania krwi. Jak mówi ks. Ostach (ks. dr Henryk Ostach z Kongregacji Ojców Filipinów od 1960 r. pracował w Kamiannej – przyp. Licznik Geigera), lekarze stwierdzili, iż kuracja propolisowo-miodowa spowodowała wypłukanie z organizmu u większości dzieci stwierdzonych uprzednio pierwiastków, m.in. cezu. Ich organizm nie wykazywał działań tego śmiercionośnego pierwiastka…”.

W tekście możemy również przeczytać o rozwoju Centrum Apiterapii w Kamiannej i budowie centrum sanatoryjnego, które miałoby przyjąć jednocześnie nawet 250 pacjentów. Autorka zwracała uwagę również na oszustwa w produktach pszczelich, gdyż „nieuczciwi pszczelarze np. dodają do propolisu… kawałki asfaltu”.

Artykuł kończy się pozytywnym przesłaniem: „Tak więc po zdrowie, urodę, a może i życie sięgnijmy do ula, do domku maleńkiej, złotej pszczoły. A wszystkim pszczelarzom i smakoszom nektaru bogów, czyli miodu, należy życzyć wzorem starożytnych Rzymian: MELLA TIBI FLUANT! – Oby płynął ci strumień miodu!”.

***

Sprawdziłem. W Kamiannej do dziś funkcjonuje pasieka „Barć”, która nawet nosi im. księdza Henryka Ostacha. Znajduje się w niej skansen, dział produkcji pasiecznej, dział farmacji, dział dydaktyczny i sklep z pełnym asortymentem miodów, produktów i przetworów pszczelich. Można tam również przenocować w prywatnych kwaterach i skorzystać z apiterapii.

Nie da się jednak ukryć, że autorka tekstu znacznie przerysowała obraz tzw. „dzieci Czarnobyla”. Nie pochodziły one bowiem z terenów najbardziej skażonych i wysiedlonych po awarii, a z dużych miast ukraińskich, litewskich czy białoruskich. Z kolei ich niezbyt dobre zdrowie można wiązać raczej z faktem, że pochodziły z ubogich rodzin, a nie ze skutkami awarii czarnobylskiej. Jak bowiem połączyć ślady pasożytów na ciele z jakimkolwiek promieniowaniem?